środa, 8 lipca 2015

Lasy Kozłowieckie nocą

Jednym z najwspanialszych momentów na poznanie życia całego lasu jest bytowanie w nim nocą. W bezruchu, po ciuchu. Nasłuchując wszystkiego dookoła. A dzieje się wiele. Żerujące sarny, podchodzące dziki, polująca kuna...

Tym razem wybrałem się do często odwiedzanych przeze mnie Lasów Kozłowieckich.

Lasy Kozłowieckie, a dokładniej Kozłowiecki Park Krajobrazowy to ponad 40 km kwadratowych zwartego kompleksu leśnego o zróżnicowanej charakterystyce zalesienia.
Przez Park przepływają niewielkie cieki wodne m. in. Minina, Parysówka i Krzywa Rzeka. Pomimo ich niewielkich rozmiarów stopień w jakim nawadniają obszar w pobliżu ich występowania jest dosyć rozległy. Obszar Parku jest terenem na ogół płaskim i występują w nim miejsca trudniej dostępne ze względu na podmokły teren, porośnięte gęstą roślinnością.







Przez cały kompleks Lasów przebiega gładka droga asfaltowa od wschodniej części po same zachodnie krańce i na zachodzie droga asfaltowa łącząca północną część z południową. Drogi te są wyłączone z ruchu pojazdów w związku z czym cieszą się popularnością wśród turystów na rowerach, jak i ze względu na dobry stan drogi asfaltowej, również wśród rolkarzy.




Cały kompleks Lasów przecięty jest siecią dróg oddziałowych o różnych stopniu ich "zarośnięcia". Miejscami jest możliwość przemieszczania się rowerem a miejscami rower trzeba przeprowadzać z uwagi na gęstą roślinność.

Do Lasów wjeżdżam od strony Rudki Kozłowieckiej przecinając małym mostem ciek Minina, zasilający jeden ze stawów znajdujących się na terenie Lasów Kozłowieckich. W północno-wschodniej części Parku znajduje się Rezerwat Przyrody Kozie Góry o powierzchni 41 ha, który (jak podają źródła) utworzono w celu zachowania stanowiska Dębu Bezszypułkowego.



Popołudnie spędzam na przemieszczaniu się w wolnym tempie po jak najmniej uczęszczanych drogach leśnych w kierunku zachodnim. Staram się jak najmniej hałasować przemieszczając się aby mieć szansę na zaobserwowanie życia różnych zwierząt. Po krótkim czasie nagrodą jest możliwość obserwowania żerującego jelenia z pięknym porożem, a pół kilometra dalej na śródleśnej polanie kozła.


 

Dalej poruszam się do zachodniej części lasu, gdzie (jak podaje gps) na godzinę przed zapadnięciem zmroku, zatrzymuję się w pięknym miejscu nieopodal którego widać ściółkę zbuchtowaną przez dziki. Miejsce wybieram oczywiście zdala od młodników, ostoi zwierzyny, rezerwatu przyrody czy innych "newralgicznych" miejsc. Staram się w jak najmniejszym stopniu oddziaływać na otoczenie w którym się znajduję, tak aby nie uszkodzić roślinności (paprocie etc.) zwłaszcza gatunków które są pod ochroną nawet w zwykłym lesie czy parku miejskim.



Tym razem do noclegu wykorzystuję jedną z moich ulubionych rzeczy czyli hamak wyprawowy. Czemu ulubiony? Lekki w transporcie, bardzo mały gabarytowo (zwłaszcza w stosunku do innych systemów noclegowych typu namioty etc.), można dzięki niemu nocować w prawie każdych warunkach i miejscach które normalnie nie nadają się na spędzenia tam nocy np. mokradła (znajdujemy się nad powierzchnią ziemi, posiada moskitierę), zbocza gór (nierówność czy pochyłość terenu nie ma tu znaczenia). Poza tym hamak izoluje mnie od ziemi, od wilgoci i bardzo szybko się rozkłada. W połączeniu z tarpem (czyt. rozwieszanym lekkim daszkiem) nocleg przy dużej ulewie to żaden problem.
Przede wszystkim jednak hamak ma tą zaletę że nie zostawiamy po sobie żadnych śladów bytowania w terenie. Żadnej zniszczonej ściółki (jak ma to miejsce w przypadku namiotów). Wystarczy tylko znaleźć dwa punkty mocowania jak np. drzewa i mamy zapewniony bardzo wygodny sen. Rozwieszana moskitiera dodatkowo chroni nas przed komarami, kleszczami i innymi owadami.




Przed zmrokiem jeszcze kolacja z produktów zabranych z domu. Jako że jest początek lipca dni należą do najdłuższych w roku i zupełna ciemność zapada dopiero około 21.30. Ptaki nagle ucichają i słychać tylko nieopodal przechodzące zwierzęta kopytne. W nocy dwa razy obudziły mnie przechodzące obok dziki.
Noc mija spokojnie. Temperatura w ciągu dnia była bardzo wysoka i sięgała 32 stopni natomiast w nocy wynosiła około 18.
Wykorzystując hamak trzeba pamiętać do czego był pierwotnie używany a w związku z tym że nie używamy go w tropikach nie można zapomnieć o kilku sprawach związanych z noclegiem w nim w naszych szerokościach geograficznych. Przede wszystkim chodzi o izolację jakąś warstwą od spodu. W hamaku sypiam w śpiworze lecz przy niższych temperaturach niż ta panująca tej nocy nawet dobry śpiwór nic nie pomoże i możemy marznąć ponieważ od spodu owiewa nas chłodne powietrze a warstwa która teoretycznie miała by nas grzać (śpiwór z puchem w środku) jest ściśnięta przez ciężar naszego ciała i w tej sytuacji przestaje nas izolować (pamiętajmy że izoluje nas warstewka ciepłego powietrza znajdująca się w puchu a nie sam puch).
Mój hamak posiada dwie cienkie warstwy materiału pomiędzy które można włożyć dodatkową warstwę która będzie nas izolowała. Najczęściej już wystarczy zwykła folia nrc, która po złożeniu zajmuje mało miejsca i jest lekka. Można tam włożyć nawet alumatę lub zwykłą karimatę.
Organizm podczas snu jest również wyciszony, co sprawia że odczuwamy otaczające nas temperatury zupełnie inaczej niż podczas normalnego funkcjonowania.
Ranek przynosi piękny widok na otaczający las i od godz 4 słychać ptaki.


Po śniadaniu zbieram rzeczy, montuję je do roweru i podążam na północ szutrową drogą leśną. Do domu pozostało około 30 kilometrów, które staram się pokonać jak najbardziej zadrzewionymi drogami ze względu na panujący upał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz